Japonia 2019

Dodaj komentarz
Azja

jap

Na początku kwietnia 2019 roku wybrałem się na 10 dni do Japonii. Jest to moje drugie podejście, bo już w ubiegłym roku miałem tam lecieć ze znajomym, ale wybraliśmy tragiczną porę, gdy ten kraj nawiedzały ciężkie tajfuny i w końcu nie polecieliśmy. Przełożyliśmy to na ten rok, ale znajomy już nie mógł, a ja nie mogłem dłużej czekać po całym roku spędzonym w domu.

Zahartowany samotną wyprawą do USA, Japonia nie wydawała mi się już taka straszna. Odległość podobna, cywilizowany kraj. Jakoś dam radę..

Tokio i Japonia

Lot minął mi całkiem miło. Gdy wylądowałem, wszystko wydawało się jeszcze całkiem znajome. W końcu to lotnisko, na całym świecie lotniska wyglądają tak samo. Znalazłem busa do Tokio i pojechałem. W trakcie drogi już byłem przylepiony do szyby. Rany, jak to wszystko inaczej wygląda! Jechałem jakąś autostradą, to za wiele do podziwiania nie było, ale i tak to uczucie bycia na drugim końcu świata wzbudzało we mnie jakieś nieznane emocje.

Gdy już wjechałem do Tokio, to o mój Boże! Co tu się dzieje! Nowy Jork był przytłaczający, ale to było jeszcze więcej. Gdy wysiadłem na głównym dworcu, wyszedłem na chwilę na zewnątrz by rozejrzeć się dookoła i ciężko mi było uwierzyć własnym oczom. To było coś na pograniczu szoku. Nawet nie to, że wieżowce, bo te się jakoś mocno nie różniły, ale cała przestrzeń dookoła nie przypominała mi nic, co do tej pory widziałem. Tłumy ludzi niczym ławice ryb, wszędzie napisy w obcym alfabecie, ulice, uliczki, wszystko inne.

Jak już ochłonąłem po pierwszej fali szoku, dobrze by było znaleźć drogę do swojego hostelu i przynajmniej zostawić rzeczy (była pora południa). Tu się zaczął kolejny szok. Wchodzę w jakieś przejście podziemne, bo tam zazwyczaj powinny znajdować się metra, a tam… Podziemne miasto z niezliczoną ilością przejść, korytarzy, połączeń nie do końca wiadomo gdzie, bo przeważały japońskie drogowskazy, a te napisane w angielskim były raczej używane oszczędnie. Widzę jakieś automaty, to pewnie na bilety do metra, ale nie. Tam nie dość, że mapa metra wygląda jak kłębek zaplątanych kabli w mojej szafce, to dochodzą tam jeszcze inne linie kolejowe, które ani trochę nie ułatwiają, bo są tak samo oznaczone jak metro.

Błądziłem tam półtorej godziny, w końcu znalazłem metro, które było skromnie oznaczone napisem „subway”. Stałem i patrzyłem się na mapę tego metra, która mi kompletnie nic nie mówiła. Na szczęście później, gdy bardziej się z nim oswoiłem i przestudiowałem, podróżowanie po Tokio stało się bardzo wygodne i przyjemne.

To tyle słowem wstępu. Gdy już przetrwałem ten pierwszy szok kulturowy, strasznie spodobało mi się to miasto. Ilość atrakcji, ciekawych miejsc, zakamarków bije na głowę. Można pojechać tylko do Tokio i gwarantuję, że będzie to podróż udana. Ja tylko liznąłem te naj naj miejsca, które wypada zobaczyć. Ogólnie chyba największe wrażenie zrobiły na mnie uliczki w które nie wszyscy się zapuszczają, a można w nich odkryć wiele ciekawych skarbów. Od jakichś sklepów, dziwnych domków, ogrodów po lokalne restauracje, w których nie ma ani słowa po angielsku i ma się okazje doświadczyć czegoś niedostępnego dla typowego turysty.

Ludzie są bardzo mili, zawsze się kłaniają. Rzadko znają angielski, ale jak to wszędzie na świecie, da się dogadać na migi. Ogólnie odnosiłem wrażenie, że Japończycy są spokojniejsi od Europejczyków i Amerykanów. Miasto tętni życiem, ale nie odczuwałem jakiegoś takiego wyścigu szczurów. Każdy spokojnie się poruszał i grzecznie ustawiał w kolejce, nawet do schodów ruchomych. Widać tam bardzo wysokie poszanowanie do prawa. Jest bardzo czysto, nie znalazłem ani jednego śmiecia na ulicach. Dużo jest darmowych i lśniących publicznych toalet. Wszystko tam się wydaje takie zorganizowane i działające jak w zegarku.

Jeśli chodzi o te stereotypy o Japonii, że dziwactwa itd. Będąc tam, ma się uczucie jakby te wszystkie rzeczy były jeszcze 3 razy bardziej rzeczywiste.  Wszystko jest takie różowe i kawaii, mnóstwo znaków, billboardów z obrazkami coś tam przedstawiającymi. Idealny kraj dla dzieci. 🙂 Co ciekawe nie zauważyłem tam jakichś podziałów społecznych. Bogatych od innych można chyba rozróżnić tylko po samochodzie jakim się porusza, bo wszyscy wyglądają tam tak samo. Nie widziałem, żadnego bezdomnego albo biedniejszych ludzi. Miałem wrażenie, że wszyscy Japończycy jakoś razem współpracują. Młodzi się dostosowują do zasad, a starsi czytają mangę i grają w gierki na smartfonach (w metrze widziałem).

Co do tej super nowoczesności, jak się zwykło nazywać Japonię, zauważyłem pewien haczyk. Japonia faktycznie sprawia wrażenie kraju cyberpunkowego, żywcem wyjętego z jakiegoś filmu sci fi, ale jak się człowiek przyjrzy, to tak naprawdę wszystko wygląda trochę na takie lata 80. Jakby w tym okresie ten kraj doznał ogromnego boomu rozwojowego i od tamtej pory już przy tym został. Architektura, samochody (taksówki), a nawet sposób ubierania się ludzi (większość chodzi w szarych płaszczach, garniturach, a dziewczyny często w szerokich jeansach co u nas wydaje się już dosyć passe), a nawet te słynne salony gier. Wiecie, Japonię było można sobie wyobrażać jak kraj, w którym ludzie na co dzień mają gadżety i elektronikę jeszcze u nas nie znane. A tak naprawdę te słynne salony gier, to gry typu Super Mario Bros, (w tych nowocześniejszych było można trafić na gry z grafiką z czasów PlayStation 2) i właściwie nie znalazłem tam nic, co nie byłoby u nas znane (no chyba, że kible z przyciskami do czyszczenia tyłka i podgrzewaną deską). 🙂

Jednakże co do rozwoju, to zdecydowanie szczęka mi opadła na widok tych super szybkich pociągów Shinkansen. Miałem wykupiony bilet na wszystkie koleje, więc oczywiście wybrałem te najlepsze i to już było jak znalezienie się 100 lat do przodu, bo czegoś takiego w życiu na oczy nie widziałem. Shinkanseny przypominają trochę samoloty bez skrzydeł, z zewnątrz, wewnątrz i nawet gdy ruszają. Na początku wolno, a po chwili już uszy zatyka, a za oknem krajobraz zmienia się w błyskawicznym tempie. Jakby tego było mało, to tych pociągów jest mnóstwo i kursują z częstotliwością jak tramwaje. Przegapi się jeden pociąg? Spokojnie, zaraz będzie następny.  Cały czas zachodziłem w głowie, jakie to musiały być astronomiczne pieniądze, by to wszystko wybudować. Główne dworce w miastach wyglądają jak centra handlowe u nas postawione tak trzy jedna na drugiej. Gdy już zacząłem temat poruszania się, to po Tokio przyszedł czas by pojechać dalej:

Fuji

Święta góra, była dla mnie obowiązkiem, by po drodze się zatrzymać i przyjrzeć jej się dokładniej. Niestety gdy planowałem tę podróż nie znalazłem wystarczających informacji skąd najlepiej podziwiać Fuji. Jedynie to, że nie warto na nią wjeżdżać, bo nie ma z niej żadnego ciekawego widoku. Zatrzymałem się w miasteczku o tej samej nazwie i tam znalazłem transport autobusowy na drugą stronę góry. Bagaż zostawiłem w depozycie i 2 godziny później byłem na miejscu. Gdy tam dotarłem okazało się, że z poziomu jeziora nie ma żadnego widoku na Fuji, bo był zasłonięty, więc nie byłem za bardzo pocieszony. Zamoczyłem nogi w lodowatej wodzie, zjadłem kulkę ryżową z tuńczykiem i nori i zrezygnowany kierowałem się ku powrocie. Po drodze na szczęście znalazłem prom, który oferował wypłynięcie na środek jeziora i swój dzień uratowałem. Moim oczom ukazał się ogromny wulkan robiący piorunujące wrażenie. Wcale się nie dziwię, że jest uznawana za świętą górę i odgrywa znaczącą rolę w japońskiej kulturze.

Kioto

Kioto nie było tak duże jak mi się wydawało, ale głównie kręciłem się po obrzeżach, bo tam były miejsca, które bardzo chciałem odwiedzić, czyli góra z małpkami, bambusowy las, oraz las, gdzie było bardzo dużo tych pomarańczowych „bram” shintoistycznych. Niestety nie wiem jak to się nazywa. Ponadto trafiłem na kilka ładnych świątyń, oraz do starej klasycznej dzielnicy, gdzie po zmroku przemykały prawdziwe geisze. Doprawdy Japonia w niektórych miejscach potrafi być bardziej japońska niż to się może wydawać. Ale poza tym, nie miałem tam jakichś szczególnych przygód, więc głównie sobie spacerowałem i robiłem zdjęcia jak typowy grzeczny turysta.

Osaka

To było ostatnie miejsce w mojej krótkiej podróży i również zrobiło na mnie wrażenie swoim rozmachem. Centrum miasta jest bardzo nowoczesne, a wrażenie jeszcze podbijają kilkupiętrowe estakady ciągnące się nad głowami przez ulice, parki i nawet budynki. Miałem tylko jeden dzień, więc chciałem zobaczyć najwięcej jak się da. Udałem się więc do głównego zamku Osaki, który właściwie z zewnątrz robi całkiem niezłe wrażenie, ale wewnątrz już niespecjalnie. Za to bardzo podobały mi się parki i roślinność, która jest dużo bardziej bujna i egzotyczna niż u nas. Gdybym miał więcej wolnego czasu chciałbym się dłużej przyjrzeć tym wszystkim krzaczkom, drzewkom i kwiatkom, a tak tylko kilka zdjęć i idziemy dalej, bo kolejne miejsce jest w innej części miasta. Ostatnim celem była dzielnica pełna szyldów i neonów. Wszedłem do jakiejś kawiarni by odpocząć i poczekać aż się ściemni. Wtedy dopiero moim oczom ukazał się istny festiwal świateł. Tak jasno, że spokojnie było można robić zdjęcia z ręki. Jednakże w większości to były tylko restauracje i kawiarnie, a sklepy to głównie z ubraniami, więc nic jakoś szczególnie nie przyciągnęło mojej uwagi na dłużej. Ale myślę, że może to i dobrze, bo jak na pierwszy raz dobrze było to miasto tak po prostu obejść i podziwiać z oczu turysty.

Później wróciłem do Tokio, miałem tam jeszcze 2 dni. Jednego dnia niestety pogoda się popsuła, lało cały dzień, a mnie zaczęło boleć gardło, więc musiałem sobie zrobić dzień przerwy i przeleżeć go, a ostatniego już sobie na spokojnie zrobiłem ostatnie kółko wokół stolicy. Tak niezobowiązująco. To co mi się spodobało, tam poszedłem i takim sposobem wszedłem sobie do jakiegoś salonu gier i przetestowałem kilka maszyn. Fajna zabawa, ale do nowoczesnych konsol to nie ma porównania. Kręciłem się po jakiś japońskich zadymionych lokalach, odwiedziłem po raz kolejny Shibuyę, Akihabarę, Shinjuku. Są to takie najważniejsze dzielnice tego miasta, gdzie najwięcej się dzieje.

I tak dobiegła końca moja wycieczka. Gdybym miał jeszcze szansę kiedyś odwiedzić Japonię, to chciałbym jeszcze raz spędzić czas w Tokio, zobaczyć Hiroszimę, oraz mniej znane miejsca, bo Japonia jest jak prawdziwa wyspa skarbów. Oferuje wiele w swoich ikonicznych miejscach, ale myślę, że równie wiele w miejscach mniej znanych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s